Język w BDSM – czy wulgarność naprawdę jest konieczna?
Język w BDSM to temat, który potrafi podzielić bardziej niż same akcesoria, bo jedna osoba bez mocnych słów nie poczuje klimatu, a druga po pierwszym „psie”, „suko”, „ścierwo” albo „kundlu” zamknie rozmowę i pomyśli:...
BDSM i uległość
O dominacji, uległości, kontroli, pasie cnoty, upokorzeniu, służbie i granicach, które mają sens tylko wtedy, gdy są świadome.
Język w BDSM to temat, który potrafi podzielić bardziej niż same akcesoria, bo jedna osoba bez mocnych słów nie poczuje klimatu, a druga po pierwszym „psie”, „suko”, „ścierwo” albo „kundlu” zamknie rozmowę i pomyśli: nie, dziękuję, jeśli tak ma wyglądać ten świat, to ja wysiadam. I ja to rozumiem. Naprawdę. Bo język w BDSM może być cudownym narzędziem budowania napięcia, hierarchii, uległości, dominacji i erotycznego zawstydzenia, ale może też stać się tanią maską dla ludzi, którzy mylą dominację z chamstwem.
Nie mam problemu z wulgarnością. Powiem więcej: potrafię ją lubić, jeśli jest użyta świadomie, z wyczuciem i w odpowiednim momencie. Ostry ton, poniżające określenie, surowe polecenie, mocniejsze słowo – to wszystko może działać. Czasem wręcz powinno działać, jeśli obie strony właśnie takiego klimatu szukają. Ale język w BDSM nie polega na tym, żeby od pierwszej sekundy zasypać obcego człowieka wyzwiskami i udawać, że to automatycznie czyni kogoś dominującym.
Dla mnie podstawowa zasada jest prosta: najpierw człowiek, potem rola. Najpierw kontakt, potem ustalenia. Najpierw zgoda, potem język w BDSM. Bez tego robi się teatrzyk, często dość komiczny. Bo jeśli ktoś pisze ogłoszenie, w którym na dzień dobry nazywa wszystkich potencjalnych uległych „ścierwami”, „szmatami” i „kundlami”, to ja nie zawsze widzę dominację. Czasem widzę desperacką próbę stworzenia klimatu tam, gdzie powinny pojawić się konkretne zasady, profesjonalizm i wyczucie.
Język w BDSM jest narzędziem. A narzędzie w rękach osoby bez klasy bardzo szybko robi więcej szkody niż pożytku.
- Język w BDSM – dlaczego w ogóle jest taki ważny?
- Pierwsze podejście: wulgarność od pierwszego zdania
- Drugie podejście: wyważony język i ustalenia przed klimatem
- Czy wulgarność naprawdę jest konieczna?
- Język w BDSM bez zgody to nie dominacja
- Kiedy wulgarny język w BDSM działa naprawdę dobrze?
- Kiedy wulgarność psuje klimat?
- Dominacja to nie słownik wyzwisk
- Język w BDSM a pieniądze, usługi i granice
- Mój styl: normalna rozmowa przed sceną, intensywność w scenie
- Jak ustalić, jaki język w BDSM jest dla Was odpowiedni?
- Czy delikatny język może być bardziej dominujący niż wulgarny?
- Podsumowanie – jaki powinien być język w BDSM?
Język w BDSM – dlaczego w ogóle jest taki ważny?
Język w BDSM jest ważny, ponieważ BDSM nie dzieje się wyłącznie na poziomie ciała. To nie tylko kajdanki, obroża, smycz, pas cnoty, klaps, lina, szpilki, lateks czy skóra. To przede wszystkim psychika. A psychika reaguje na słowa bardzo mocno. Jedno zdanie potrafi ustawić całą scenę. Jeden rozkaz może sprawić, że ciało natychmiast wejdzie w inną gotowość. Jedno określenie może zawstydzić, podniecić, podporządkować albo wywołać opór.
Właśnie dlatego język w BDSM jest częścią klimatu. Osoba dominująca może używać tonu spokojnego, surowego, chłodnego, opiekuńczego, pogardliwego, zmysłowego albo brutalniejszego – zależnie od ustaleń. Osoba uległa może odpowiadać w określony sposób, używać tytułów, prosić, dziękować, meldować się, przepraszać albo przyjmować konkretne nazwy. To wszystko buduje strukturę.
Ale problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś uznaje, że język w BDSM musi być zawsze wulgarny. Nie musi. Są osoby, które kochają upokorzenie słowne. Są takie, które chcą być nazywane ostro i mocno. Są też takie, które pragną dominacji, ale nie chcą wulgarnych wyzwisk. I to też jest BDSM. Dominacja nie musi być brudna w języku, żeby była skuteczna.
Czasem najpotężniejszy język w BDSM to jedno ciche: „na kolana”. Bez krzyku. Bez słownika obelg. Bez przesady. Po prostu właściwe słowa wypowiedziane właściwym tonem. Nie każde mocne doświadczenie potrzebuje wulgaryzmu. Czasem potrzebuje precyzji.
Pierwsze podejście: wulgarność od pierwszego zdania
Pierwsze podejście do tematu język w BDSM jest bardzo łatwe do zauważenia na portalach erotycznych, ogłoszeniach, profilach i wiadomościach. Osoba dominująca już na wejściu używa mocnych określeń. Potencjalny uległy nie jest jeszcze rozmówcą, nie jest osobą, nie jest kimś, z kim ustalono zasady. Od razu staje się „psem”, „śmieciem”, „szmatą”, „kundelkiem” albo kimś, kto ma płacić, prosić i znać swoje miejsce.
Rozumiem, skąd to się bierze. Taki język w BDSM ma natychmiast ustawić hierarchię. Ma powiedzieć: ja jestem wyżej, ty niżej. Ja wymagam, ty spełniasz. Ja decyduję, ty się podporządkowujesz. Dla części uległych mężczyzn to działa już od pierwszego zdania. Oni właśnie tego szukają. Chcą poczuć uderzenie klimatu natychmiast. Chcą zostać „ustawieni”, zanim jeszcze rozmowa się zacznie. Jeśli obie strony tego chcą – w porządku.
Ale jest też druga grupa. Mężczyźni, którzy interesują się BDSM, ale nie chcą być obrażani przez obcą osobę przed jakimikolwiek ustaleniami. I ja się im nie dziwię. Bo czym innym jest ustalona scena, a czym innym publiczne ogłoszenie albo pierwsza wiadomość. Język w BDSM, który w sesji działa jak zapalnik, poza kontekstem może brzmieć po prostu tandetnie.
Niektórzy mówią: „ale przecież taka jest dominacja”. Nie, kochani. To jest tylko jedna estetyka dominacji. Często bardzo przerysowana. Dominacja nie polega na tym, żeby rzucać wyzwiskami na oślep. Dominacja polega na tym, żeby wiedzieć, kiedy słowo ma trafić dokładnie tam, gdzie powinno.
Drugie podejście: wyważony język i ustalenia przed klimatem
Drugie podejście do tematu język w BDSM jest mi zdecydowanie bliższe. Polega na tym, że pierwszy kontakt jest normalny, jasny, spokojny i konkretny. Ogłoszenie lub rozmowa opisuje zasady, preferencje, granice, oczekiwania, możliwe praktyki, rzeczy wykluczone i formę kontaktu. Bez natychmiastowego wyzywania. Bez udawania, że sama liczba wulgaryzmów czyni relację bardziej BDSM.
Taki język w BDSM pojawia się dopiero wtedy, gdy obie strony wiedzą, na co się umawiają. Jeśli uległy chce być nazywany psem – dobrze. Jeśli chce być poniżany – dobrze. Jeśli chce surowych określeń, ostrych komend i mocnego tonu – świetnie, można to ustalić. Ale jeśli woli dominację bez wulgaryzmów, również ma do tego prawo. To nie czyni go mniej uległym. To czyni go osobą z własnymi granicami.
W dojrzałym podejściu język w BDSM jest dawkowany. Najpierw rozmowa. Potem badanie reakcji. Potem stopniowe wejście w klimat. To działa dużo lepiej niż rzucanie wszystkiego od razu. Bo dobra dominacja umie budować napięcie. Nie musi spalać całego arsenału w pierwszej wiadomości.
Wyważony język nie oznacza braku dominacji. Oznacza kontrolę nad tym, kiedy i jak dominacja ma się pojawić. A kontrola, jak dobrze wiemy, jest jednym z najważniejszych elementów BDSM.
Czy wulgarność naprawdę jest konieczna?
Nie, wulgarność nie jest konieczna. Język w BDSM może być wulgarny, ale nie musi. To zależy od dynamiki, preferencji, roli, granic i rodzaju sceny. Dla jednych osób wulgarność jest absolutnie kluczowa. Bez niej nie ma właściwego upokorzenia, napięcia ani poczucia hierarchii. Dla innych wulgarność jest odpychająca, rozpraszająca albo po prostu nie pasuje do ich erotyki.
Bardzo ważne jest rozróżnienie między dominacją a upokorzeniem. Dominacja może istnieć bez upokorzenia. Można wydawać polecenia, kontrolować, prowadzić, wymagać, karać, nagradzać i budować uległość bez używania obelg. Upokorzenie słowne jest jedną z form gry. Nie definicją całego BDSM.
BDSM i uległość
Uległość bez zasad zostaje tylko fantazją.
Możesz dalej kręcić się wokół swoich pragnień, podniecać się samą myślą i nie wiedzieć, co z tym zrobić. Możesz też napisać do kobiety, która umie nazwać granice, kontrolę, wstyd, posłuszeństwo i potrzebę prowadzenia. Konkretnie. Bez teatralnego bełkotu.
Język w BDSM może być elegancki, formalny, surowy, chłodny, sadystycznie spokojny, opiekuńczo kontrolujący, ironiczny, zmysłowy albo brutalnie wulgarny. Każda z tych wersji może działać, jeśli jest dopasowana do osób. Dla jednego mężczyzny słowo „pies” będzie spełnieniem fantazji. Dla drugiego będzie śmieszne. Dla trzeciego – zbyt mocne. Dla czwartego – za słabe. Nie ma jednego słownika dla wszystkich.
Dlatego śmieszy mnie, gdy ktoś twierdzi, że bez wulgaryzmów nie ma BDSM. To tak, jakby powiedzieć, że bez lateksu nie ma dominacji albo bez pejcza nie ma uległości. Bzdura. Akcesoria i słowa są narzędziami. Klimat tworzą ludzie.
Język w BDSM bez zgody to nie dominacja
Tu trzeba powiedzieć rzecz najważniejszą: język w BDSM bez zgody nie jest dominacją. Jest narzucaniem się. Jeśli ktoś nie zgodził się na poniżające określenia, nie ustalił roli, nie dał sygnału, że chce takiej dynamiki, to obrzucanie go wyzwiskami nie jest „klimatem”. Jest brakiem szacunku.
Wiem, że niektórym trudno to przyjąć, bo mają w głowie obraz BDSM jako świata, gdzie dominująca strona może wszystko. Nie może. Dobra dominacja nie polega na samowoli. Polega na prowadzeniu w granicach zgody. To dotyczy dotyku, akcesoriów, bólu, kontroli, pieniędzy, czasu i słów. Tak, słów też. Bo słowa potrafią uderzyć mocniej niż dłoń.
Język w BDSM może dotykać bardzo wrażliwych miejsc. Wstyd, męskość, ciało, seksualność, uległość, poczucie wartości. Jeśli używasz mocnych określeń bez znajomości drugiej osoby, możesz trafić nie w erotyczny przycisk, tylko w realną ranę. I wtedy nie ma podniecenia. Jest zamknięcie, złość albo upokorzenie, którego nikt nie chciał.
Zgoda nie odbiera językowi mocy. Zgoda sprawia, że ta moc trafia tam, gdzie ma trafić.
Kiedy wulgarny język w BDSM działa naprawdę dobrze?
Wulgarny język w BDSM działa najlepiej wtedy, gdy jest ustalony, oczekiwany i dobrze dopasowany do sceny. Jeśli uległy mężczyzna mówi wprost, że kręci go poniżanie, że lubi być nazywany konkretnymi słowami, że chce czuć się niżej, słabiej, bardziej bezradnie – wtedy wulgarność może być bardzo skuteczna. Może budować dokładnie ten klimat, którego obie strony szukają.
Wulgarność działa też wtedy, gdy jest stopniowana. Nie zawsze trzeba zaczynać od najmocniejszych słów. Czasem dużo lepiej zacząć od chłodniejszego tonu, prostych rozkazów, lekkiego zawstydzenia i dopiero potem wejść głębiej. Język w BDSM jest jak temperatura. Jeśli od razu ustawisz ogień na maksimum, możesz spalić atmosferę, zamiast ją podgrzać.
Najlepszy wulgarny język w BDSM nie jest przypadkowy. On jest precyzyjny. Osoba dominująca wie, jakie słowo działa, a jakie nie. Wie, kiedy uległy naprawdę się podnieca, a kiedy tylko udaje, że wytrzyma. Wie, kiedy docisnąć, a kiedy zmienić ton. To wymaga obserwacji, doświadczenia i inteligencji emocjonalnej.
Bo tak, nawet wulgarny język wymaga inteligencji. Samo rzucanie obelgami nie jest sztuką. Sztuką jest powiedzieć jedno zdanie tak, żeby druga osoba poczuła je w całym ciele.
Kiedy wulgarność psuje klimat?
Język w BDSM psuje klimat wtedy, gdy jest nadużywany, niedopasowany albo pusty. Jeśli co drugie słowo jest wyzwiskiem, po chwili przestaje działać. Jeśli każde zdanie ma brzmieć „ostro”, robi się monotonnie. Jeśli osoba dominująca nie potrafi powiedzieć niczego poza kilkoma powtarzanymi epitetami, całość zaczyna przypominać słaby teatrzyk, a nie realną dynamikę.
Wulgarność psuje klimat także wtedy, gdy pojawia się za wcześnie. Ktoś dopiero napisał wiadomość, jeszcze nie ma relacji, jeszcze nie ma ustaleń, jeszcze nie ma zaufania, a już dostaje serię poniżających określeń. Dla części osób to będzie podniecające. Dla wielu innych – odpychające. I właśnie dlatego język w BDSM powinien być świadomy, a nie automatyczny.
Psuje klimat również wtedy, gdy nie ma w niej różnicy między rolą a realnym brakiem szacunku. Dobra scena może zawierać mocne słowa, ale po niej druga osoba nadal powinna czuć, że była bezpieczna. Jeśli po wszystkim zostaje tylko niesmak, poczucie bycia naprawdę zdeptanym i brak opieki, to coś poszło nie tak.
Wulgarność bez wyczucia jest jak zbyt mocne perfumy. Zamiast kusić, dusi. I dokładnie tak samo potrafi działać źle użyty język w BDSM.
Dominacja to nie słownik wyzwisk
Język w BDSM bywa ważny, ale dominacja nie sprowadza się do słownika wyzwisk. To muszę podkreślić bardzo mocno. Dominy nie czyni sam fakt, że nazwie kogoś „psem”. Mastera nie czyni to, że powie kilka ostrych zdań, złapie za włosy i udaje, że ma władzę. Dominacja to odpowiedzialność, konsekwencja, spokój, kontrola, umiejętność czytania reakcji i prowadzenia drugiej osoby.
Można być bardzo wulgarnym i kompletnie niedominującym. Można też być spokojnym, kulturalnym i absolutnie dominującym. Siła nie zawsze krzyczy. Czasem siedzi prosto, patrzy chłodno i mówi bardzo mało. Uległa osoba często czuje wtedy więcej niż przy dziesięciu przypadkowych obelgach.
Język w BDSM powinien wynikać z realnej dynamiki. Jeśli relacja jest mocna, nawet proste słowa działają. Jeśli relacja jest pusta, nawet najbardziej brutalne określenia brzmią sztucznie. To dlatego niektóre ogłoszenia czy wiadomości czyta się z politowaniem. Nie dlatego, że są wulgarne. Dlatego, że za wulgarnością nie ma nic poza pozą.
Na miano osoby dominującej trzeba sobie zasłużyć. Lateksowy strój i ostry język nie wystarczą.
Język w BDSM a pieniądze, usługi i granice
W wielu relacjach, zwłaszcza komercyjnych, język w BDSM łączy się z pieniędzmi. I tutaj też warto zachować trzeźwość. Są osoby, które lubią dynamikę finansowej dominacji, płacenia, oddawania kontroli nad portfelem, spełniania wymagań i poczucia bycia „wykorzystywanym” w ustalonym sensie. Jeśli to jest świadome i obie strony się na to umawiają – dobrze.
Ale teksty typu „ty płacisz, ja wymagam” jako automatyczna postawa wobec każdego są dla mnie zwyczajnie odpychające. Bo nawet jeśli ktoś jest uległy, nadal ma prawo do granic. Nawet jeśli płaci, ma prawo wiedzieć, za co. Nawet jeśli chce oddać kontrolę, nadal może ustalić zakres. BDSM nie polega na tym, że jedna strona przestaje być człowiekiem, a druga dostaje prawo do wszystkiego.
Język w BDSM w relacjach komercyjnych powinien być tym bardziej precyzyjny. Trzeba ustalić, czy poniżające określenia są elementem usługi, czy zaczynają się dopiero po zgodzie. Trzeba wiedzieć, czy dana osoba chce mocnego tonu od razu, czy najpierw spokojnych ustaleń. Profesjonalizm nie polega na nieustannym graniu roli. Profesjonalizm polega na tym, że wiesz, kiedy rola ma się zacząć.
BDSM i uległość
Uległość bez zasad zostaje tylko fantazją.
Możesz dalej kręcić się wokół swoich pragnień, podniecać się samą myślą i nie wiedzieć, co z tym zrobić. Możesz też napisać do kobiety, która umie nazwać granice, kontrolę, wstyd, posłuszeństwo i potrzebę prowadzenia. Konkretnie. Bez teatralnego bełkotu.
I tak, uległy też może wymagać. Może wymagać jasności, bezpieczeństwa, dyskrecji, uczciwości i szacunku poza ustaloną grą. To nie odbiera dominie autorytetu. To pokazuje, że obie strony rozumieją zasady.
Mój styl: normalna rozmowa przed sceną, intensywność w scenie
Mój język w BDSM jest prosty w zasadzie, ale elastyczny w praktyce. Na początku wolę normalną rozmowę. Kulturalną, konkretną, czasem zmysłową, czasem z lekkim pazurem, ale nadal rozmowę. Chcę wiedzieć, z kim mam do czynienia. Czego ta osoba szuka. Jakie ma granice. Jak reaguje na mocniejsze słowa. Czy wulgarność ją kręci, czy zraża. Czy chce upokorzenia, czy raczej spokojnej dominacji.
Dopiero potem język w BDSM może wejść mocniej. I wtedy tak – mogą pojawić się ostre słowa, poniżające określenia, rozkazy, surowy ton, wulgarność, jeśli taki jest klimat. Nie jestem pruderyjna. Nie udaję, że BDSM ma być zawsze grzeczne, eleganckie i pachnące różami. Czasem ma być brudne, mocne, bezczelne i bardzo bezpośrednie. Ale ma być ustalone.
Lubię wiedzieć, że kiedy używam mocniejszego słowa, ono trafia w pragnienie, a nie w przypadkowy lęk. Lubię budować napięcie, a nie tylko rzucać epitetami. Lubię mieć kontrolę także nad językiem. Bo jeśli osoba dominująca nie kontroluje własnych słów, to jak ma kontrolować scenę?
Dla mnie normalność przed sceną nie osłabia klimatu. Wręcz przeciwnie. Buduje zaufanie. A dzięki zaufaniu można później pozwolić sobie na dużo więcej.
Jak ustalić, jaki język w BDSM jest dla Was odpowiedni?
Najprościej: zapytać. Tak, wiem, to brzmi mało teatralnie, ale działa. Jeśli interesuje Cię język w BDSM, porozmawiaj o nim przed sceną. Jakie słowa są podniecające? Jakie są neutralne? Jakie są zakazane? Czy dana osoba lubi upokorzenie? Czy chce tytułów typu „Pani”, „Pan”, „Właścicielka”, „służący”, „piesek”? Czy wulgaryzmy są mile widziane? Czy mają pojawiać się tylko w scenie, czy także w wiadomościach?
Można zrobić prostą listę. Słowa zielone – tak, kręcą. Żółte – ostrożnie, zależy od nastroju. Czerwone – absolutnie nie. To nie zabija klimatu. To pozwala używać języka skuteczniej. Jeśli wiesz, że dane słowo działa, możesz użyć go w odpowiednim momencie i zobaczyć reakcję. Jeśli nie wiesz, strzelasz na ślepo.
Język w BDSM powinien też mieć możliwość zatrzymania. Jeśli coś zabrzmi źle, druga osoba powinna móc to powiedzieć. Nie każda granica jest oczywista przed doświadczeniem. Czasem ktoś myśli, że lubi dane określenie, a w praktyce okazuje się, że nie. I wtedy trzeba to uszanować. Bez obrażania się. Bez tekstów „przecież sam chciałeś”. BDSM wymaga korekty.
Dobrze ustalony język nie jest mniej erotyczny. Jest celniejszy.
Czy delikatny język może być bardziej dominujący niż wulgarny?
Tak. I czasem jest dużo bardziej dominujący. Język w BDSM nie musi być brutalny, żeby podporządkowywał. Wyobraź sobie spokojny, chłodny głos, który mówi: „zrobisz to teraz”, „spójrz na mnie”, „nie ruszaj się”, „czekasz, aż pozwolę”, „ładnie prosisz”. To może działać mocniej niż seria przypadkowych wyzwisk.
Delikatny język potrafi być bardziej niebezpieczny, bo nie rozładowuje napięcia krzykiem. Trzyma je. Buduje. Zmusza do skupienia. Osoba uległa zaczyna słuchać nie tylko słów, ale pauz, tonu, oddechu, spojrzenia. Wtedy jedno zdanie może mieć ciężar całej sceny. To jest dominacja wysokiej klasy.
Wulgarność czasem daje szybki efekt. Delikatność potrafi wejść głębiej. Oczywiście nie zawsze. Są osoby, które potrzebują mocnego języka i bez niego nie wejdą w odpowiedni stan. Ale nie warto lekceważyć spokojnej dominacji. To błąd początkujących, którzy myślą, że im ostrzej mówią, tym bardziej dominują.
Język w BDSM powinien pasować do osoby. Nie do stereotypu. Jeśli najlepiej działa elegancki chłód – użyj go. Jeśli działa wulgarność – użyj jej. Jeśli działa połączenie jednego i drugiego – cudownie. Najważniejsze, żeby nie udawać, że istnieje jeden jedyny właściwy ton.
Podsumowanie – jaki powinien być język w BDSM?
Język w BDSM powinien być świadomy, ustalony i dopasowany. Może być wulgarny, ale nie musi. Może zawierać obelgi, poniżające określenia, surowe rozkazy i mocny ton, jeśli obie strony tego chcą. Może też być wyważony, elegancki, chłodny, formalny albo zmysłowy, jeśli właśnie taki klimat działa lepiej. Nie ma jednej recepty.
Najważniejsze jest to, żeby nie mylić dominacji z automatycznym chamstwem. Wyzywanie obcego człowieka bez zgody nie czyni nikogo dominującym. Ogłoszenie przesycone obelgami nie zawsze wygląda profesjonalnie. Czasem wygląda śmiesznie. Język w BDSM poza kontekstem może łatwo zamienić się w parodię, jeśli nie stoi za nim wyczucie, doświadczenie i realna dynamika.
Dobra osoba dominująca wie, że słowa mają wagę. Nie rzuca nimi bez sensu. Nie używa wulgaryzmów tylko po to, żeby udowodnić swoją rolę. Potrafi porozmawiać normalnie, ustalić zasady, poznać granice, a dopiero potem wejść w klimat. I właśnie wtedy język w BDSM działa najmocniej – bo nie jest przypadkowy. Jest celowy.
Uległa strona też ma prawo do preferencji. Może kochać wulgarność. Może jej nie chcieć. Może pragnąć poniżenia w scenie, ale normalnego tonu poza nią. Może chcieć tytułów, ale nie obelg. Może potrzebować czasu, aby wejść w rolę. I to wszystko jest w porządku.
Język w BDSM nie musi być zawsze wulgarny. Musi być uzgodniony, trafiony i użyty w odpowiednim momencie.
Dlatego moje podejście jest jasne: na początku normalna rozmowa, wzajemny szacunek i ustalenia. W scenie – wszystko to, na co obie strony świadomie się zgodziły. Jeśli ma być ostro, niech będzie ostro. Jeśli ma być elegancko, niech będzie elegancko. Jeśli ma być wulgarnie, niech wulgarność pali skórę dokładnie tam, gdzie powinna, a nie rozlewa się bez sensu po każdym zdaniu.
Bo w BDSM nie wygrywa ten, kto zna najwięcej wyzwisk. Wygrywa ten, kto potrafi jednym słowem zmienić oddech drugiej osoby.
Komentarze
Don Kam
Zgadzam się z Tobą moja droga 😉
Nie jestem może „specem” w sprawach BDSM, ale uważam, że wszystko powinno być wcześniej ustalone przez obie strony.
BDSM to gra, którą powinno się po prostu zaplanować 🙂
Pozdrawiam!
transZosia
A co Pani sądzi na temat damskiego pissingu i siadania na twarzy komus podczas bdsm?
Fetysz Dama
Wszystko jest dla ludzi – aby tylko dwie osoby się na daną rzecz zgadzały oraz by nikt przy tym nie ucierpiał. 😉
Ksena
Treści reklamy żałosne,jakie panie ?
Fetysz Dama
Jak rozumiem, masz na myśli trzy przykładowe anonse z BDSM-owych portali. 🙂 Jeśli tak, zgadzam się – treść jest poniżej poziomu.
Darknite
Raz na jakiś czas przeglądam oferty domin i takie formy właśnie dominują 😉 Zraża mnie to bardzo bo nie czuję się psem i bałbym się wchodzić w najkrótszą relację z taką osobą bo z góry daje znać że moje dobro jej nie interesuje, wręcz przeciwnie. Bałbym się co mogła by zrobić. Poza tym że nie czuję się Psem, a oddać bym się mógł tylko komuś komu zaufam i będę szanował.
6ErosS9
Witaj Fetti-woman. „clue” – A nie „clou”. Poprawka językowa. Przeoczylas zapięcie 1 guzika w spódniczce- pozwolisz , że go zapne 😉 koniec redagowania. Z tego bloga emanuje piękną kobiecą energią i świadomością seksualną naszego gatunku hetero;) sapiens sapiens. Wspominałaś w 1 tekście że dbanie o swoje stopy to de facto dbanie o swoje całe zdrowie. Nawiązując do tego – polecam Ci zglebienie tematu masażu tantrycznego, który zaczyna się właśnie od masażu /akupresury ; balsamowania – wlasnie stop. Temat rzeka. Jeżeli chcesz poruszyć ten temat na blogu – chętnie pomogę na priv. Ps. Pomysl nad wersją tłumaczeniowa bloga na j.angielski, francuski, niemiecki , hiszpański. Niech taka życiowa jak i seksualną kobieca samoswiadomosc uderza w świat z polska mocą slowianskiej Przedstawicielki naszego Plemiona:)
Fetysz Dama
Niestety, lecz nie masz racji. 😉 „Clue” to z angielskiego wskazówka, zaś „clou” to najważniejsza lub najciekawsza część czegoś. Także to „clou” jest formą poprawną. W każdym razie – temat różnego rodzaju masaży jest mi całkiem dobrze znany, ponieważ regularnie z nich korzystam. Choć nie wiem, czy napiszę o tym na blogu, gdyż nie bardzo widzę tu coś ciekawego zarówno dla mnie, jak i dla czytelników. Tak czy inaczej – dzięki za pomysł i szereg miłych słów. 🙂 O tłumaczeniu niestety nie ma mowy, ponieważ aby zrobić to naprawdę profesjonalnie, to wymagana byłaby góra pieniędzy i wątpię, czy by mi się to zwróciło choć w małej cząstce.
Uległy
Pani Fetysz Damo to jak Pani przedstawia rolę prawdziwej Dominy jest rewelacyjne.
Z politowaniem czytam np kundlu już za progiem padniesz na kolana.
Niby przed kim i dla jakiej przyczyny.
Jeśli idę piąty raz i mamy taki scenariusz ustalimy to mnie to kręci przez cały tydzień.
Psełdo Dominą się brzydzę jeśli mnie nie szanuję i nie zna.
To wymaga przygotowania a nie wymachiwania pejczem.
Pozdrawiam